Z historią w tle… rekonesans w Iraku (1/5) – maj 2004 r.

Wkrótce minie 6 lat, gdy Dowództwo III zmiany Wielonarodowej Dywizji Centralno – Południowej (MND CS) udało się na rekonesans do polskiego sektora odpowiedzialności w Iraku. W składzie rekonesansu znalazł się policjant.

W kwietniu 2004 r. Szef Sztabu Generalnego Wojska  Polskiego zwrócił się do Komendanta Głównego Policji  z prośbą o wsparcie przez polską  policję  Wielonarodowej  Dywizji  Centralno  –  Południowej  (MND  CS) w Iraku w procesie szkolenia irackiej policji. Na rekonesans możliwości realizacji tego przedsięwzięcia wyznaczono podinsp. Marka Górnickiego. Oficer wspomnienia z tego wydarzenia wykorzystał w swojej książce Misyjne wspomnienia, wydanej przez Wyższą Szkołę Policji w Szczytnie w roku 2013. Relację z rekonesansu zamieścimy w 5 kolejnych odcinkach…

Część 1 – Generalska kawa

Siedząc  w  samolocie, z zaciekawieniem przyglądaliśmy się sobie.   Towarzystwo było międzynarodowe. Sztab kolejnej zmiany Polskiego  Kontyngentu Wojskowego, Ukraińcy z generałem na czele i Salwadorczyk. Tylko nieliczni Polacy wiedzieli, po co lecę, dla pozostałych stanowiłem zagadkę. Wyposażono mnie w  typowy  wojskowy  mundur  pustynny.  Odróżniałem  się, gdy się odwróciłem. Na plecach miałem naszyty wielki odblaskowy napis POLICJA. Przed wylotem przesłano mi plan podróży. Wynikało z niego, że wojsko  na  pokładzie  samolotu  zapewnia catering w postaci kawy i kanapek. Tak  na oko po godzinie lotu, gdy już zaprzyjaźniłem  się z sąsiadami i  zapytałem, czy coś wiedzą na temat kawy, chłopcy zdziwili się okrutnie. Kawy, czego jeszcze, może herbatki? Zapytał żartowniś. Najbliżsi ryknęli śmiechem. Wiesz co? Widziałem tam z przodu termos, może o tym mówisz – wyraźnie próbował mnie wspomóc  siedzący naprzeciw pułkownik.

Przedzierając się przez siedzących, z niemałym trudem dotarłem do pierwszej klasy CASY – z przodu były dwa rzędy foteli ustawionych zgodnie z kierunkiem lotu – my siedzieliśmy upakowani pod ścianami. Od razu zauważyłem spory termos stojący między naszym generałem a siedzącym obok pułkownikiem. Pozdrowiłem panów naszym dzień dobry i niezwłocznie zacząłem napełniać mój kubek transporter zakupiony w amerykańskim PX w Sarajewie. Pomyślałem, że ten gadżet zapewne podkreśla moją bojową wartość, obaj panowie bowiem wyraźnie poruszeni przenosili wzrok z kubka na mnie i odwrotnie. Gdy odchodziłem, pułkownik rzucił za mną – smacznego. Odwracając się, żeby podziękować, zauważyłem, że nie wyglądał na człowieka zadowolonego, powiedziałbym nawet… że był lekko wkurwiony. No cóż, pełen pułkownik, pewnie ważna figura. Mój powrót na miejsce uciszył kawalarza. Kawa była świetna i to zapewne jej zapach zmotywował chłopa do działania. Poderwał się z ławki i podążył moim śladem z równie wielkim kubasem w dłoni. Wsłuchiwałem się w kolejną wesołą opowieść, gdy usłyszeliśmy ryk z przodu samolotu. W miejscu „poboru” kawy stał mój kawalarz. Wyglądał z daleka na wyprężonego w postawie na baczność. Pojawił się za chwilę blady i czerwony na przemian. Kurwa, ta kawa to jest tego chTy policjant, co ty za jaja odpierdalasz? Przyglądaliśmy się ofierze początkowo ze współczuciem,  aby  za  chwilę  ryknąć  śmiechem. W tym towarzystwie nie trzeba było tłumaczyć znaczenia zdecydowanego, niespodziewanego ataku. Mnie się udało przez przypadek. Ale drugi raz w tym samym miejscu i w taki sam  sposób atakować nie należy, obrona jest w  gotowości.

koniec części 1.

Może Ci się również spodoba