IV edycja charytatywnego biegu z butelką mleka w Piątnicy

Piątnicki Bieg z butelką mleka  jest charytatywną imprezą biegową, którą polecam wszystkim uprawiającym tę dyscyplinę sportową.  10. piątnicką biegłem drugi raz. Pojechaliśmy tam w trójkę. Wydawanie pakietów w piątnickiej szkole i już na początku skucha. Ewa nie znalazła się na liście startowej,  a… jeszcze wczoraj sprawdzałam i byłam, słyszałem jak tłumaczyła . Pani odesłała  nas do organizatora, który już zaczął sprawdzać w telefonie, coś tam marudząc pod nosem, gdy zobaczyłem w oczach żony olśnienie. No tak, rejestrowała się jeszcze na  panieńskie nazwisko – śmiechu było co niemiara. Na podstawie numeru startowego wydawano zgrabne worki firmy Nike. W środku  pusta, plastikowa  butelka mleka, jogurty i ekologiczna butelka na wodę.

Na starcie nic się nie zmieniło… pani jak zwykle broniła butli z wodą mineralną. Wyrywając mi ją z dłoni  – tłumaczyła, że to dopiero po biegu.  Do ostatniego momentu tłok do jedynego kibelka udostępnionego biegaczom w biurowcu dyrekcji . Na pięć minut przed startem,  swoje miejsce w kolejce ustąpiłem paniom – sam zdecydowałem „odcedzić” się przed wejściem do budynku.  I … na  start – wszystkie dystanse ruszają na raz. Nawroty są odpowiednio po 2.5 km (to dla tych co na 5.), po 5 km i po 10,5 (półmaraton) Szybki zbieg do podziurawionej asfaltowej drogi, która już będzie taka do końca.  W tym roku nie było policji, więc pojazdy wciskały się w biegnących, ale nie nachalnie…  tak z wyczuciem. Raz tylko biegnącemu po lewej stronie puściły nerwy i wrzasnął na kierowcę T – 4 – „przecież jeździ się prawą stroną !!!”.  Zapach makaroniku świnek i krówek pasował do widoku pól zalewowych rzeki  Narwi. Ich cudny widok przegrywał  z koniecznością kontrolowania  podłoża.  Do nawrotu korzystaliśmy z dwóch kurtyn wodnych strażaków i dwóch dziecięcych – pod nadzorem dorosłych. O nawadnianiu nie piszę, bo biegliśmy ze swoimi butelkami – zimna woda nie służy mojemu gardłu,  wlewałem ją po prostu do czapki. Upał dawał się mocno we znaki. Wiedzieliśmy już gdzie są kurtyny wodne. Strażacy nie byli nachalni – wyraźnie czekali na jakiś znak, zachętę.

Pamiętam, że poprzedniego roku biegłem tak mokry, że wyraźnie przybyło mi na wadze, dlatego tak bardzo doceniam tegoroczne „kurtyny”.

Meta i…  zdziwienie. Zamiast medalu zgrabna ceramiczna buteleczka mleka, woda – butla na głowę, jogurt i świeżutki, ciepły pączek – dla mnie bomba. Powoli idziemy do piątnickiej szkoły gdy Ewa dostrzega na naszych sznurowadłach czipy. Szybka decyzja, odczepiamy, biegnę  z powrotem. Po drodze zatrzymuje mnie jeszcze lamentująca  kobieta – też zapomniała, pomogłem.

W szkole wspaniały prysznic – takich miejsc się nie zapomina i… na obiad. A tu… chłodnik z buraczków i wielgachny kartacz z kapustą kiszoną.

Dyrektorze Piątnickich Zakładów Mlecznych – wielkie dzięki i gdyby tylko nie te drobnostki opisane na wstępie…

Marek, Prezes